KLAKIER

Właściwie od zawsze wolałam psy. Nie wiem jakim cudem trafiło do mnie to małe, czarne coś :D
Czasem mam ochotę go upiec w piekarniku i podać jako potrawkę na obiad, ale mimo wszystko bardzo go kocham. Miał być kocicą o imieniu Kirke, a ostatecznie został kotem o imieniu Klakier :D

Przybył do mnie prosto z Norwegii. Dokładnie 14 września.
Czasem jest wredny jak to na kota przystało, ale potrafi być naprawdę uroczym Puszkiem Okruszkiem, którym zachwyca się cała moja rodzina :)


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za każde miłe słowa ! :)