środa, 10 czerwca 2015

O tym ile się zmieniło.

Ostatnio zdałam sobie sprawę jak wiele zmieniło się od założenia tego bloga. Nie tylko u moich psów, ale też i we mnie. A więc postanowiłam napisać o tym co się zmieniło żeby pokazać wszystkim, że ciężka praca się opłaca :)

A więc jeśli pracujesz z psem i coś Wam nie wychodzi to nie odpuszczaj!
Weź kilka głębokich wdechów, przemyśl co robicie nie tak  i zacznij od nowa ! :)

No to zaczynamy od najważniejszej kwestii.





MOJE PODEJŚCIE.


Na początku (czyt. zaczynają swoją przygodę z kynologią) za wszystko winiłam Betkę, bo przecież ja byłam idealna! Łatwo było zwalić winę na psa i się poddać twierdząc, że z tego psa już nic nie będzie, bo zwyczajnie jest głupi. Chciałam nowego psa, a Betki nie lubiłam. Nawet nie wiecie jak mi teraz wstyd za to co wtedy pisałam. Jednak kilka osób wtedy uświadomiło mi, że w większości to moja wina. Nawet nie wiecie jak wtedy mogłam się kłócić, że oni wygadują bzdury i kłamstwa. Dopiero po kilku miesiącach zdałam sobie sprawę z tego, że to oni mieli rację. Nie ja. Wtedy zaczęłam czytać różne blogi, zazdrościłam innym psiarzom, że tak fajnie dogadują się ze swoimi psami, więc postanowiłam jeszcze raz spróbować pracy z Betką. Łatwo nie było, ale tym razem, jeśli coś nam nie wychodziło to analizowałam sytuację patrząc obiektywnie i na siebie i na psa. I co wtedy wynikało? Że w 95% to ja nie potrafiłam pokazać psu czego od niego oczekuję. Kiedy już nauczyłam się pokazywać czego chcę od psa nasza współpraca poprawiła się o 100%! Pies zaczął chętnie ze mną pracować i oboje z treningów czerpiemy teraz radość.

PODEJŚCIE BETII

Kiedy zaczynałam z nią pracować była bardzo nieśmiała. Robiła wszystko ostrożnie z obawy, że znowu coś pójdzie jej nie tak i dostanie karę <wtedy to było odesłanie pod budę, a że Betka jest bardzo delikatną suczka nawet najmniejszy krzyk budził w niej niepokój a co dopiero taka kara>. Dopiero po roku naszej pracy nauczyłam się dobierać odpowiednie metody pracy z nią. Teraz wiem, że jeśli pójdzie coś nie tak, a wystarczy, że ja spojrzę nie tak ona nie boi się już tak jak kiedyś tylko czasem zwyczajnie potrafi strzelić focha. I to naprawdę porządnego. Co się więc zmieniło? A to, ze teraz już wiem jak łagodzić tego focha :) Wystarczy zawołać ją do siebie, dać kilka smaczków, pogłaskać za uchem lub wziąć na kolanka i już po fochu nie ma ani śladu, a jej zadek chodzi to w prawą to w lewą i znowu ten sam pies, który ze sztuczek czerpie frajdę razem ze mną.
Teraz Tośka wie, że jest moim kochanym psem i nie zamieniłabym jej nawet na najlepszego bordera na świece. Never ever ;) 


PODEJŚCIE DŻINY

Ta to dopiero był istny wulkan emocji. I tych pozytywnych jak i tych negatywnych. Początki były okropne. Może i jakieś doświadczenie miałam, bo ćwiczyłam z Betką, ale to było bardzo trudne przerzucić się z psa, który zawsze się stara i robi wszystko powolutku, w swoim własnym tempie na psa, który jest istną torpedą i robi wszystko byleby jak najszybciej dostać smaka.
Nie skupiała się na mnie, uważała, że praca ze mną jest fajna tylko dlatego, ze daję jedzenie.
Obecnie potrafi się fajnie na mnie skupić chociaż nad tym też ćwiczymy.
Ale naszym najważniejszym sukcesem jest to, że potrafi pracować nawet i za zwykłą pieszczotę.
Komendy robi starannie (ale nadal ma w sobie tę małą torpedkę>. No i zawsze wspólny trening sprawia nam frajdę.


PODSUMOWUJĄC

Przez ten rok wiele się zmieniło. Mam nadzieje, że za rok znowu będę mogła napisać taką notkę :)
Cieszę się, że wtedy nie odpuściłam.
Może moje dwa psy nadal są momentami nieogarnięte i naprawdę dużo brakuje im do doskonałości,
ale dla mnie są moimi osobistymi mistrzami i do końca życia nimi będą :)


3 komentarze:

  1. Też przeszłam podobną drogę :) Przede wszystkim moje podejście zmieniło się diametralnie gdy zrozumiałam, że wina nigdy nie stoi po stronie psa ^^ Wtedy można dosłownie przenosić góry :D

    OdpowiedzUsuń
  2. Ciekawy, pięknie opisany post.
    Miałam tak samo, ale szczerze mówiąc niekiedy (ostatnio częściej) również mi się to zdarza, a czytając, że w końcu ktoś się do tego przyznał dostaję kolejną dawkę motywacji.
    Zapewne nawet nie tylko ja. :)

    Pozdrawiamy,
    Gosia & Ruby
    myflyingcavalier.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  3. Gratulujemy odniesionych sukcesów. :)
    Sama ostatnio doświadczyłam podobnego problemu, wiara w siebie w naszym przypadku bardzo spadła. Wszystko naprawiło zrozumienie kilku spraw, poszperanie w książkach i zmiana samej siebie. :)

    Pozdrawiamy, Wiktoria z Mirą
    http://pamietniki-czterech-lap.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za każde miłe słowa ! :)